października 21, 2017

Make Photography Easier - nowa książka Katarzyny Tusk, moja opinia

Make Photography Easier - nowa książka Katarzyny Tusk, moja opinia
Nowa książka Kasi Tusk - recenzja

Wspominałam już w jednym z poprzednich postów (link do wpisu), że cenię sobie blog Kasi Tusk - Make Life Easier, głównie ze względu na estetykę i piękne, inspirujące zdjęcia. Sama niedawno złapałam bakcyla fotografii i stawiam w tej dziedzinie pierwsze kroki, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok książki, którą niedawno wydała - Make Photography Easier. Przez kilka dni zdążyłam się z nią zapoznać i wyrobić sobie zdanie.

Pozycja nie jest bardzo droga, w cenie regularnej dostępna jest za 34,90 zł w Empiku, ale spokojnie można znaleźć ją w promocji za mniej niż 30 zł. Książka jest wydana w miękkiej oprawie i na grubym, matowym papierze. Niestety zdjęcia nie zostały wydrukowane na papierze lepszej jakości, ale rozumiem, że chodziło o utrzymanie jak najniższej ceny i dotarcie do jak największej liczby odbiorców. Myślę, że zdjęcia prezentowałyby się zdecydowanie lepiej na śliskim papierze, dlatego tę cechę zaliczam na poczet wad. Tytuł składa się z siedmiu rozdziałów dotyczących różnych aspektów fotografii, m. in. "Jak robić piękne zdjęcia na wakacjach", "Jak robić piękne zdjęcia telefonem" i "Fotografia kulinarna". Nie jest to pozycja, z której dowiecie się czegokolwiek o technicznych aspektach aparatu, to bardziej poradnik o tym, jak robić zdjęcia ładne, klimatyczne i miłe dla oka, tu i teraz, tym co aktualnie masz w rękach. Ta książka nie stawia sobie za cel zrobienia z czytelnika profesjonalnego fotografa, ale autorka zdradza wiele ciekawych sztuczek, dzięki którym Wasze pamiątki z wakacji, zdjęcia na bloga czy fotografie rodzinne będą miały to coś, co przyciągnie wzrok. 

Książka zawiera 189 stron, z czego większość to zdjęcia i komentarze do nich, autorka opowiada w jaki sposób doszła do przedstawionego efektu i robi to całkiem rzeczowo. Kasia opowiada o kompozycji, świetle, a nawet o odpowiednim makijażu i pozowaniu. Przyznam, że ten format bardzo mi się spodobał i nie żałuję ani złotówki wydanej na tę książkę. Każdy początkujący bloger, czy fotograf powinien się tym tytułem zainteresować. Wskazówki zawarte w Make Photography Easier ułatwią rozhulanie konta na Instagramie i pomogą w odnalezieniu własnego stylu. Pomimo tej jednej, technicznej uwagi dotyczącej papieru,  polecam każdemu, kto chciałby po prostu robić ładne zdjęcia. Pozycja ciesząca oko, w ciągu tygodnia wielokrotnie do niej wracałam.

Czytaliście? Jakie jest Wasze zdanie?

Poniżej kilka próbek zawartości tytułu ;)

Nowa książka Kasi Tusk - fragment rozdziału "Jak robić piękne zdjęcia na wakacjach"

Nowa książka Kasi Tusk - fragment rozdziału "Jak robić piękne zdjęcia telefonem"

Nowa książka Kasi Tusk - fragment rozdziału "Fotografia kulinarna"

Nowa książka Kasi Tusk - fragment rozdziału "Jak robić piękne zdjęcia na wakacjach"


października 11, 2017

Promocja Rossmann -55%. Co kupić?

Promocja Rossmann -55%. Co kupić?

Nastał ten czas, kiedy Rossmann powrócił z promocją -55% (dla klubowiczów przy pierwszych zakupach) i -49% (dla pozostałych klientów), przy zakupie min. trzech, różnych produktów do makijażu. Szczegóły tego szaleństwa znajdziecie TUTAJ ;) Do 19.10.17 możecie dorwać swoich ulubieńców w śmiesznych cenach, a na moim blogu dowiecie się, które marki makijażowe dostępne w drogeriach Rossmann są nie tylko warte uwagi, ale również wolne od okrucieństwa, co jest motywem przewodnim tego bloga. Jeśli ten temat Was interesuje, to zapraszam do dalszej lektury, a także do zapoznania się z listą marek creulty free dostępnych w perfumeriach Sephora i Douglas. 

Bardziej szczegółowo przyjrzę się dwóm markom, a zacznę od tej, która chyba z Rossmanna znika, ponieważ nie ma jej już na stronie internetowej sklepu, aczkolwiek sama jeszcze kilka dni temu widziałam szafę w jednej z drogerii. Nie wiem, czy coś jest na rzeczy, żadnych oficjalnych wiadomości nie znalazłam. A mowa o Dr Irena Eris Provoke. 

To najdroższa marka w tym zestawieniu, choć do cen luksusowych kosmetyków jeszcze daleko, za to jakością im nie ustępuje. Promocja to odpowiedni moment na zakup produktów tejże firmy. Osobiście gorąco polecam podkład rozświetlający Radiance Fluid, który w cenie regularnej kosztuje 85 zł. Pięknie ujednolica cerę i jest właściwie niewidoczny, świetnie stapia się ze skórą i co ważne dla wrażliwców, nie podrażnia i nie zapycha. Nie jest to z założenia podkład długotrwały, ale spokojnie utrzyma się 8 godzin bez poprawek. Polecam cerom suchym i normalnym. Moją drugą propozycją jest sypki puder, super drobno zmielony i niezwykle satynowy, idealny do utrwalania korektora pod oczami. Zostawia lekko świetliste wykończenie i nie ma mowy o podkreśleniu zmarszczek mimicznych. Cena regularna - również 85 zł.

Kilka ciekawych produktów do zaoferowania ma AA Wings of Color, bardziej przystępna cenowo i również przyjazna wrażliwcom. Moją recenzję tej kolekcji znajdziecie TUTAJ.

A co warto kupić? Na pewno podkład Ideal Match, dostępny w cenie regularnej 33,99 zł. Chyba najlepszy drogeryjny podkład, jaki moja nadwrażliwa cera miała okazję testować. Trwały (na tyle, na ile trwały może być nawilżający podkład), średnio-kryjący, nawilżający, idealny dla cery suchej. Minusem są dostępne kolory, bladziochy mogą mieć problem z dobraniem odpowiedniego dla siebie. Polubiłm sie również z rozświetlaczem  Multi Gold, który zaskakująco ładnie się mieni.

Kolejne marki przyjazne zwierzątkom to Wibo i Lovely, a produkty obu marek, które wg mnie są godne polecenia to matowe pomadki Million Dollar Lips i Lovely Extra Lasting. Oprócz tego śmiało możecie sięgać po produkty Bell Hypoallergenic i Lirene, a w niektórych drogeriach Rossmann można dostać produkty Catrice. 

Jakie są Wasze ulubione, drogeryjne marki cruelty free? Jakie produkty polecacie?


sierpnia 19, 2017

W 90% naturalne? Czy takie środki czystości dają radę w domu?

W 90% naturalne? Czy takie środki czystości dają radę w domu?

Filozofię cruelty free zaczynam wprowadzać w kolejne dziedziny życia (wszystkie posty na ten temat znajdziecie TUTAJ), przyszedł czas na porządki domowe. Perfekcyjną panią domu nie jestem, ale w brudzie żyć też nie lubię 😉 W poszukiwaniu przyjaznych zwierzętom środków czystości trafiłam na takie, które są jednocześnie przyjazne środowisku 😊 Polska marka YOPE, o niej będzie mowa, jest znana ze swoich mydeł i balsamów do rąk, a być może już niedługo zasłynie z ekologicznych środków czystości. Kosmetyki i inne produkty wspomnianej marki możecie kupić np. na stronie amfora.pl lub Minti Shop, natomiast stacjonarnie dostępne są kremy i mydła choćby w Douglasie. Pełną listę sklepów znajdziecie TUTAJ. 

Wypróbowałam kilka produktów: płyn do mycia szyb i lusterpłyn do mycia łazienki Bambuskuchenne mydło w płynie Miód i Bergamotka i płyn do czyszczenia podłóg Bambus. Ceny oscylują w granicach 10 - 15 zł, za standardowe objętości w jakich występują na rynku produkty tego typu - mydło 500 ml, płyn do podłóg 1000 ml, płyny do mycia szyb i łazienek po 750 ml. Można znaleźć tańsze środki na rynku, ale tutaj płacimy za naturalne składniki, które są droższe w pozyskiwaniu, biorąc to pod uwagę, uważam, że cena jest uczciwa.


Mydełko kuchenne ma galaretkowatą konsystencję i jest bardzo wydajne. Wystarczy odrobinka, żeby umyć ręce, nadmiar ciężko zmyć, dlatego lepiej nie przesadzać. Pachnie kwiatowo - miodowo i skutecznie zabija kuchenne zapachy. Nie jest jakoś wybitnie nawilżające, na pewno z kremu do rąk bym nie zrezygnowała, ale też specjalnie nie wysusza skóry. Używa się go bardzo przyjemnie i na pewno zagości w mojej kuchni na dłużej, a może nawet pokuszę się o typowe mydło kosmetyczne

Pierwsze wrażenie po użyciu płynu do mycia szyb i luster to intensywny zapach, znanego mi z laboratorium, izopropanolu. Troszkę może przeszkadzać, ale efekt jaki pozostawia jest zdecydowanie zadowalający. Nawet bardziej niż zadowalający! To bardzo dobry płyn, który nie pozostawia smug. Dobrze wyczyścił na moim łazienkowym lustrze nawet zaschniętą pianę od pasty do zębów. Lekko się pieni, ale wystarczy kilka okrężnych ruchów, aby uzyskać nieskazitelną taflę. Zdecydowanie polecam, tym bardziej, że kosztuje mniej niż 10 zł.


Płyn do mycia łazienki i płyn do podłóg mają tę samą nutę zapachową, która mnie urzekła. Pachną niezwykle świeżo i nie drażnią jak inne produkty tego typu, szczególnie te do łazienek. Płyn do podłóg zaskakująco mocno się pieni, pierwszy raz przesadziłam z jego ilością, ale mimo wszystko nie zostawił smug i świetnie poradził sobie ze śladami, jakie zostawił mój pies. Właściwie nie mam się do czego przyczepić, z wyjątkiem opasłej butelki, która jest trochę nieporęczna. Sam płyn polecam, na pewno będę do niego wracać i wypróbuję pozostałe wersje zapachowe - Francuska Lawenda i Zielona Herbata. Płyn do łazienek z kamieniem radzi sobie w kratkę, przy bardziej uporczywych, starszych zaciekach może mieć problem, nawet pozostawiony na kilkanaście minut. Woda jest u mnie bardzo twarda i kamień odkłada się na urządzeniach sanitarnych bardzo szybko, niestety ten płyn ze wszystkimi zaciekami sobie nie poradził i nie wiem czy kupię go ponownie. Będę testować dalej i zobaczymy, może zmienię zdanie. 

Wszystkie te środki nie zawierają chloru, optycznych wybielaczy, sls-u i sles-u. Są zatem przyjazne środowisku i czyszczonym powierzchniom. Podsumowując, mydło, płyn do podłóg oraz płyn do szyb i luster zostaną u mnie na dłużej, natomiast płyn do łazienek na 100% mnie jeszcze nie przekonał. A wracając do pytania czy naturalne środki czystości dają radę w domu, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że TAK. Jakie są Wasze ulubione produkty? Używacie ekologicznych środków?








sierpnia 18, 2017

Blogi, które lubię, czytam i polecam

Blogi, które lubię, czytam i polecam

Miesiąc temu postanowiłam, że na moim blogu nie będę się ograniczać do urody i przemycę tutaj trochę mody i lifestylu. Sama jako autor w blogosferze jestem od niedawna i właściwie raczkuję w tym temacie, ale jako czytelnik to już inna sprawa ;) Czytam blogi, inspiruję się i uczę od innych, a w sieci jest mnóstwo świetnych ludzi, którzy mają wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia i przekazania. Postanowiłam zestawić pięć blogów, na które zaglądam najczęściej, kolejność przypadkowa ;) Zaczynamy!

  
  1. Jest Rudo - to blog fotograficzno - lifestylowy, zdaje się, że bardzo popularny i nic w tym dziwnego, ponieważ autorka przekazuje mnóstwo przydatnych informacji z dziedziny fotografii, grafiki i samego blogowania. To strona, którą doceni każdy początkujący blogger doceniam i ja. Dzięki Natalii poznałam podstawy fotografii i zrozumiałam jak to wszystko działa. Przysłony, migawki, obiektywy i inne fotograficzne pojęcia nie są już dla mnie takie straszne ;) Poznałam wiele ciekawych i prostych narzędzi do edycji zdjęć i tworzenia grafik, a nawet zaczęłam zaprzyjaźniać się z Photoshopem. Jest Rudo otworzyło mi oczy na temat blogowania, znalazłam tam mnóstwo wskazówek jak prowadzić bloga i jak ewentualnie zacząć na nim zarabiać. Zaglądam tam regularnie i staram się wyciągać jak najwięcej, mam nadzieję, że w przyszłości będzie to widać na mojej stronie ;) Pozycja obowiązkowa dla każdego początkującego fotografa i bloggera. 
  2. Olfaktoria - Dorotę cenię przede wszystkim za szczerość i nieowijanie w bawełnę. Nie boi się pisać czy opowiadać na swoim kanale na YouTube o swoich poglądach. Jej blog jest ukierunkowany na dobra luksusowe, zaczynała od tematu perfum, z czasem rozwijając treści o modę i szeroko pojęty lifestyle. To blog, który daje mi kopa i ciągle przypomina, że można być panem swojego losu, dzięki Dorocie mobilizuję się do działania. Oprócz motywacji dostaję dobrą dawkę informacji o tym, na co warto wydać swoje ciężko zarobione pieniądze. Olfaktoria spodoba się szczególnie miłośnikom zapachów, Dorota rzetelnie je opisuje i pomaga dobrać odpowiednie do danej okazji.
  3. Hushaaabye - blog urodowy, którego szata graficzna zawsze mnie zachwyca. To istna uczta dla zmysłów, piękny i bardzo spójny layout, który inspiruje. Chciałabym sama kiedyś dojść do takiego momentu, w którym mój blog będzie zachwycał swoim wyglądem, małymi kroczkami może się uda. Ale wracając do Hushaaabye, znajdziecie tam opinie nt. kosmetyków i przy okazji możecie nacieszyć oko pięknymi zdjęciami. Justyna porusza też w ciekawy sposób tematy lifstylowe. Dla kosmetyko maniaków i estetów.
  4. Karografia – blog o technicznych aspektach blogowania, na którym autorka – Karolina dzieli się swoimi gotowymi szablonami (niektórymi za darmo) na bloggera. Przyznam, że sama korzystam z jej propozycji i jestem zadowolona z tego, jak się prezentują. Kiedy stawiałam pierwsze kroki na Bloggerze to właśnie Karografia pomogła mi w rozwiązaniu wielu problemów żółtodzioba ;) Karolina pisze również bardziej typowego, lifstylowego bloga - Pasje Karoliny, który także jest niezwykle miły dla oka.
  5. Make Life Easier - tego bloga chyba przedstawiać nie muszę. Ma swoich zwolenników i przeciwników, a ja zaliczam się tych pierwszych. Uwielbiam ten blog za stylistykę i piękne zdjęcia, inspiruję się nim i biorę go sobie za wzór. Tworzą go trzy dziewczyny o różnych zainteresowaniach – Kasia, Zofia i Gosia i łączą swoje pasje w jednego bloga liftylowego. Strona obfituje w modowe i kuchenne inspiracje, nie brakuje tematów urodowych. Ta strona jest dla mnie wzorem jak robić eleganckiego w swej prostocie bloga.


Tak się przedstawia moja ulubiona piątka, z której czerpię inspiracje, motywacje i uczę się nowych dla mnie rzeczy. Blogosfera jest niesamowitym i wartościowym źródłem wiedzy i generatorem kreatywności. Jakie są Wasze ulubione miejsca?

lipca 23, 2017

Outfit of the day - wieczorny spacer z pupilem

Outfit of the day - wieczorny spacer z pupilem
spodnie boyfriend jeans Mohito, bluzka cold choulder Reserved, tenisówki espadryle Sinsay

Na moim blogu możecie poczytać głównie o urodzie, pielęgnacji czy świadomym kupowaniu kosmetyków, ale  postanowiłam rozszerzyć tematykę bloga i pokazać trochę swojego stylu. Od czasu do czasu oprócz urody przemycę trochę lifestyle'u i mody. A na początek moja luzacka strona po godzinach, czyli poszarpane jeansy, tenisówki i biała bluzka. 

spodnie boyfriend jeans Mohito, bluzka cold choulder Reserved, tenisówki espadryle Sinsay

bluzka - Reserved
jeansy boyfriend - Mohito
tenisówki - Sinsay
naszyjnik - Simple
torebka i okulary przeciwsłoneczne - H&M


spodnie boyfriend jeans Mohito, bluzka cold choulder Reserved, tenisówki espadryle Sinsay

spodnie boyfriend jeans Mohito, bluzka cold choulder Reserved, tenisówki espadryle Sinsay

spodnie boyfriend jeans Mohito, bluzka cold choulder Reserved, tenisówki espadryle Sinsay

Linki do podobnych rzeczy zestawiłam poniżej ;)

lipca 16, 2017

AA Wings of Color - recenzja nowej kolekcji makijażowej AA

AA Wings of Color - recenzja nowej kolekcji makijażowej AA
kosmetyki Wings of Color, podkład Ideal Match, róż Light Pink, puder brązujący Sienna, puder brązujący Caramel, długotrwałe cienie do powiek Gold Brown, rozświetlacz Multi Gold, sypki puder Transparent, tusz do rzęs No-Limit Volume Black, żel do brwi Brown, matowa pomadka Sienna

Kosmetyki AA lubię za to, że są przyjazne dla wrażliwej cery, dlatego kiedy została zapowiedziana kolekcja produktów do makijażu - Wings of Color, od razu wiedziałam, że nie przejdę wobec niej obojętnie. Kiedy w moim Rossmanie pojawiły się wreszcie zapowiadane produkty, zaopatrzyłam się w kilka z nich. Zdążyłam wszystkie przetestować i wyrobić sobie o nich opinię. Które mi się spodobały, a które zawiodły moje oczekiwania? Zapraszam do kontynuowania lektury ;)

W moim zestawie znalazły się produkty do wykonania właściwie pełnego makijażu, nie mam tylko korektora pod oczy i szczerze mówiąc nawet nie zwróciłam uwagi czy w szafie AA takowy był, chociaż na stronie Rossmann jest. Ceny wszystkich produktów nie są wysokie, za wszystko to co widać na zdjęciu zapłaciłam niecałe 300 zł . Koszt pojedynczego produktu to ok 20 - 30 zł. 

Do podstawowego makijażu twarzy wybrałam podkład Ideal Match z wit. E i C nr 203 Vanilla , mający idealnie wtapiać się w skórę i transparentny sypki puder.

podkład Ideal Match z wit. E i C nr 203 Vanilla, puder sypki transparentny, Wings of Color

Podkład ma dość gęstą konsystencję, ale trzeba porządnie go wstrząsnąć, będzie się wydawał bardzo rzadki i wodnisty, jeśli się ten krok pominie lub wykona go niezbyt dokładnie. Kolor Vanilla to drugi najjaśniejszy odcień, ma wyraźne żółte tony (być może za żółte, ale to kwestia indywidualna).

podkład Ideal Match z wit. E i C nr 203 Vanilla, Wings of Color

Produkt dobrze rozprowadza się zarówno pędzlem jak i gąbeczką, kryje lekko z możliwością budowania. Jest niewyczuwalny na skórze i faktycznie idealnie stapia się z cerą, tak jak zapewnia producent. Jest nawilżający i raczej o rozświetlającym wykończenie, jego przeznaczeniem nie jest ekstremalna długotrwałość, ale mimo wszystko bez poprawek utrzymuje się na mojej suchej cerze cały dzień.  Nie podkreśla zmarszczek ani suchych skórek, nie wchodzi w żadne załamania, czym naprawdę mnie mocno zaskoczył. Jego wykończenie można porównać do podkładu Make Up For Ever Water Blend (którego nie polecam), jednak podkład AA jest od niego znacznie lepszy. Zaczynając od tego, że łatwiej się rozprowadza, lepiej się utrzymuje i nie warzy po kilku godzinach, a kończąc na tym, że jest znacznie tańszy (205 zł kontra 34 zł). Co jeszcze ważne kosmetyki AA nie są testowane na zwierzętach :) Jak na wyżej wspomnianą cenę to naprawdę dobry podkład, idealny na lato, kiedy nie nastawiamy się na mocne krycie i ciężki makijaż.  Na pewno będę używać go często i wyląduje w gronie moich ulubieńców. Zdecydowanie polecam wszystkim tym, którzy mają suchą bądź normalną cerę i chcą wyrównać koloryt cery na cały dzień.

W czasie testowania tej serii, makijaż utrwalałam sypkim, transparentnym pudrem. Wersji kolorystycznych tego produktu jest sporo, ale żadna nie wydawała mi się dość jasna do użycia pod oczami, więc padło na opcję transparentną.  Puder jest drobno zmielony, bardzo miły i daje ładne, matowe wykończenie. Świetnie utrwala makijaż, przy tym nie wysusza i nie ściąga. Znowu sprawdza się zapewnienie producenta, że kosmetyki AA są przyjazne dla skóry. Opakowanie pudru ma ciekawe rozwiązanie, zapobiegające wysypywaniu się produktu np. w czasie transportu, jak widać na zdjęciu, wieczko ma coś, co można nazwać korkiem, który wchodzi w siateczkę, przez którą wydostaje się puder, zapobiegając niekontrolowanemu wysypowi. Do utrwalania twarzy ten kosmetyk jest świetny i będę dalej go używać, jednak pod oczy potrzebuję czegoś bardziej rozświetlającego, efekt jaki zapewnia jest zdecydowanie matowy i w okolicy oczu nie wygląda za dobrze i mam wrażenie, że odejmuje korektorowi krycie.

transparentny, sypki puder

Do wykończenia makijażu twarzy wyłowiłam bardzo klasyczny róż w odcieniu Light Pink, rozświetlacz nr 100 Multi Gold i dwa pudry brązujące w odcieniach Sienna i Caramel, do których niestety nie mogę znaleźć linków, ale za to będzie je widać na zdjęciu ;)

róż w odcieniu Light Pink, rozświetlacz nr 100 Multi Gold, pudry brązujące Sienna i Caramel

Kiedy przyglądałam się tym kosmetykom w sklepie, zauważyłam, że właściwie wszystkie mają jakieś drobinki. O ile w różu, czy rozświetlaczu nie przeszkadza mi to, ponieważ lubię świetliste makijaże, o tyle pudry brązujące mnie zaniepokoiły. Miałam obawy, że nie będą się nadawać do wykonturowania twarzy. Na szczęście te drobiny ulotniły się po dotknięciu pędzlem i na skórze nie były widoczne.

Sienna, CaramelSienna, Caramel


Wybrałam dość jasne warianty, chyba dwa najjaśniejsze, oba są dość ciepłe, ale ku mojemu zaskoczeniu nadają się i do opalania i do delikatnego konturowania. Blendują się bardzo ładnie, nie zostawiają plam i wyglądają na skórze bardzo naturalnie, mają też całkiem dobrą pigmentację - nie trzeba wiele, żeby uzyskać pożądany efekt. Do trwałości też nie mam zastrzeżeń, utrzymują się właściwie w niezmienionej formie przez cały dzień. To kolejny produkt, którego na pewno dalej będę używać. Kolor Sienna jest na tyle delikatny, że największy bladzioch będzie wyglądał w nim dobrze, Caramel jest świetny do podkreślenia konturu, ale do opalenia twarzy dla mnie już troszkę za ciemny. Oba odcienie w połączeniu dają ładny, naturalny efekt, a dla osób z ciemniejsza karnacją widziałam odpowiednie odcienie w kolekcji. 

Róż do policzków zaskoczył mnie swoją pigmentacją, kiedy pierwszy raz go użyłam zdecydowanie z nim przesadziłam. Kolor Light Pink jest klasyczny i będzie pasował każdemu, ale uwaga jest tak jakby perłowy i rozświetlający. Więc jeśli nie lubicie takiego efektu, to nie jest róż dla Was. Szukałam w ofercie matowego produktu, ale chyba wszystkie miały świetliste wykończenie.

Light Pink

Jak wyżej co do trwałości nie mam zastrzeżeń, wygląda na skórze bardzo ładnie i dodaje świeżości, sprawia, że cera jest bardziej promienna. Z tego różu na pewno też nie zrezygnuję i z przyjemnością będę go używać. 

Jeśli chodzi o wykończenie makijażu twarzy to został mi do omówienia jeszcze produkt rozświetlający. Wybrałam sobie trio w odcieniu Multi Gold.

rozświetlacz nr 100 Multi Gold

Zawiera trzy odcienie - różowy, szampańsko-złoty i zimny perłowo-biały. Nie lubię różowych tonów w rozświetlaczu, więc mieszam sobie pozostałe dwa i efekt znowu pozytywnie mnie zaskakuje. Wychodzi piękna tafla i wcale nie trzeba go dużo nakładać, utrzymuje się cały dzień. 

I wreszcie makijaż oka i ust - pogrubiający tusz do rzęs No Limit Volume oczywiście czarny, żel do stylizacji brwi Brow Stylist w kolorze 01 brąz, długotrwałe cienie do powiek All Day Long nr 71 Gold Brown i jak to się mówi w języku angielskim - last but not least matowa pomadka do ust nr 31 Sienna.

matowa pomadka Sienna, Tusz do rzęs No Limit Volume Black, mascara do brwi Bronze, cienie do powiek All Day Long Gold Brown

Zacznę od tego, co podobało mi się najbardziej, czyli od mascary do brwi. Nigdy nie używałam tego typu produktów, zawsze wolałam pomady i cienie, dlatego postanowiłam spróbować. Efekt bardzo mi się podoba, jest naturalny i nieprzerysowany, włoski są utrwalone na cały dzień. Jedynie kolor mogłam wybrać inny, Brown jest chyba dla mnie za ciemny, może Blond byłby lepszy? Ale mimo wszystko lubię ten produkt, tylko jeszcze muszę dojść do wprawy, nie do końca jeszcze umiem się nim malować ;)

Drugi produkt, który również przypadł mi do gustu to matowa pomadka. Nie jest to typowa, wysuszająca i długotrwała szminka, bardziej przypomina konsystencją i wykończeniem pomadki z Golden Rose Velvet Matte Lipstick. Jest aksamitna i kremowa, co za tym idzie nie utrzyma się na ustach bardzo długo, ale nie jest to jej wada, tylko cecha. Mogłaby mieć trochę lepszą pigmentację, trzeba nałożyć dwie warstwy, żeby kolor był jednolity i odpowiednio widoczny Mnie się podoba i na pewno będę do niej wracać, kolor Sienna może nie jest najbardziej letni, ale na jesień, albo do bardzo złocistego makijażu jak znalazł.

Sienna

Tusz do rzęs nie jest zły, ale też nie do końca spełnia moje oczekiwania. Z plusów naprawdę ładnie rozdziela i pogrubia rzęsy, ilość produktu jaka wychodzi razem ze szczoteczką jest idealna, dzięki czemu nie ma efektu posklejanych nadmiarem tuszu rzęs. Jest też długotrwały, nie obsypuje się i nie kruszy. Z minusów - nie utrzymuje podkręcenia prze zalotkę, rzęsy opadają, przez co wydają się krótsze, a oko mniej otwarte, przez to mniejsze. Na pewno nie kupię go ponownie, ale może od czasu do czasu będę używać razem ze sztucznymi rzęsami

A na koniec produkt, który w ogóle mi się nie spodobał - cienie  All Day Long w wariancie Gold Brown.

All Day Long Gold Brown

Wszystkie są perłowe - brak jakiegokolwiek matu, tragicznie słabo napigmentowane i paskudnie osypujące się. Bardzo trudno uzyskać nimi pożądany efekt, ciężko w ogóle wykonturować oko. O żadnym smokey w ogóle nie ma mowy. Jak zobaczycie poniżej, na zdjęciach są prawie niewidoczne, mimo, że nakładałam ogromne ich ilości. Na pewno nie kupię ponownie i na pewno nie będę ich dalej używać, ta mała paletka to dla mnie totalny bubel. 

Podsumowując, prawie wszystko, co wypróbowałam mi się podoba. Jak widać na zdjęciu, podkład ładnie się stapia i wygląda jak druga skóra. Ładnie wyrównuje koloryt, kryje słabo, dzięki czemu widać moje piegi - dla mnie to plus, lubię swoje piegi :)

Okolice pod oczami wyglądają tak sobie przez matowe wykończenie pudru, dlatego nie polecam go do nakładania pod oczami, ale do utrwalenia makijażu pozostałych partii twarzy jak najbardziej. Nie wysusza i nie ściąga, świetnie utrwala.

Rozświetlacz, róż i bronzer - efekt subtelny, nadający się na dzień. Też jestem na tak.

Pomadka bardzo przyjemna, chociaż są lepsze w tej kategorii i cenie, np. wspomniane wcześniej szminki z Golden Rose. Ale będę używać, chociaż pewnie więcej nie kupię.

Efekt brwi jak wyżej już wspomniałam bardzo mi się podoba i chyba wypróbuję też jaśniejszą mascarę w kolorze Blond. 

Tusz do rzęs i cienie do powiek to najsłabsze punkty tej kolekcji i zdecydowanie zawiodłam się na efekcie jak dają te produkty. Z cieniami męczyłam się długo, a i tak są prawie na oczach nie widoczne. Zdecydowanie nie polecam.

Kolekcja AA Wings of Color to bardzo ciekawa pozycja na polskim rynku, wiele produktów jest świetnej jakości, a dostępne są w bardzo przystępnych cenach. Myślę, że każdy znajdzie dla siebie jakąś perełkę. Ja najbardziej polubiłam się z podkładem, co mnie bardzo cieszy, ponieważ moja wrażliwa cera niewiele produktów toleruje, a te, które toleruje nie zawsze spełniają moje oczekiwania co do wykończenia i trwałości. Miłośniczki świetlistego, świeżego makijażu na pewno coś dla siebie znajdą.

Trochę przydługa wyszła ta recenzja, ale mam nadzieję, że mimo wszystko jest pomocna ;) Pozdrawiam i zapraszam ponownie.

lipca 03, 2017

Pierwsze podsumowanie wyzwania cruelty free cz. 3 - marki makijażowe

Pierwsze podsumowanie wyzwania cruelty free cz. 3 - marki makijażowe

Przyszedł czas na marki makijażowe, dostępne w Polsce, które nie testują kosmetyków, ani ich składników na zwierzętach. Przychodzę z tym wpisem po dłuższej przerwie związanej z obowiązkami w moim przewodzie doktorskim. Trochę było zakuwania i stresu, teraz wreszcie przyszedł czas na przyjemności i bloga ;) Wcześniej pisałam o produktach do pielęgnacji twarzy tutaj i ciała tutaj. Jeśli chcecie wiedzieć co kupić w popularnych perfumeriach, to pod tymi linkami znajdziecie wpis o Sephora i DouglasPrzechodząc do rzeczy dzisiejszy wpis zacznę od niedawnej premiery na polskim rynku.

BECCA - dostępna w perfumeriach Sephora. Jedna z najbardziej etycznych firm kosmetycznych, która nie tylko nie testuje na zwierzętach, ale działa na rzecz zaprzestania tych praktyk i zachęca do tworzenia systemu testów klinicznych kosmetyków na opłacanych ochotnikach.


Produkty BECCA są zatem testowane dermatologicznie, pod okiem lekarzy, są bezpieczne pod każdym względem. Z czego znana jest ta marka? Z rozświetlania - ma pokaźną gamę kultowych rozświetlaczy, dostępnych w wersjach kolorystycznych odpowiednich dla każdej karnacji. Mnie natomiast urzekł korektor pod oczy Aqua Luminous Perfecting Concealerjest lekki, średnio kryjący, nie wysusza okolic oczu i trzyma się w niezmienionym stanie przez cały dzień. Jedna tylko uwaga - może ciemnieć dlatego zalecam wypróbować jaśniejszy niż zwykle. 

Golden Rose - jeśli się nie mylę, to marka pochodząca z Turcji, gdzie podobnie jak w UE jest zakaz testowania kosmetyków i ich składników na zwierzętach. Wiele kosmetyków ma wegański skład, są przystępne cenowo i bardzo wysokiej jakości, niektóre mają już status kultowych, np. matowe pomadki w płynie Longstay. Osobiście uwielbiam głęboką czerwień w kolorze 18 i jestem pod wrażeniem jej trwałości. Genialnie sprawdziła się w warunkach festiwalowych. Uwielbiam też Velvet Matte Lipsticksą bardziej kremowe i aksamitne, trochę mniej trwałe, ale świetnie się sprawdzą u osób, które nie lubią typowych, wysuszających, matowych pomadek w płynie. Transparentna konturówka do ust Lip Barrier, utrzyma w ryzach każdy błyszczyk i pomadkę  Moim must have jest też Make Up Fixing Spray, mgiełka za niecałe 19 zł genialnie scala makijaż i utrwala go na długie godziny, sprawia, że make up jest nieskazitelny przez naprawdę cały dzień czy noc. Jedyny minus to taki, że po kilku godzinach czuję na mojej suchej skórze ściągnięcie, dlatego używam tylko na specjalne okazje.


Inglot - nasza, polska marka eksportowa, świetnie znana i uwielbiana na całym świecie. Dochodziły mnie słuchy, że nie odpowiadają na maile z pytaniami o czystość dostawców, stąd są marką niepewną. Jednak na liście PETA, figurują jako firma wolna od okrucieństwa, co oznacza, że na piśmie zadeklarowali, że zarówno Inglot jak i ich dostawcy nie zlecają i sami nie testują na zwierzętach, ani gotowych kosmetyków, ani ich składników. Oczywiście oświadczenie, oświadczeniem, a rzeczywistość może być inna, ale na to trzeba mieć dowody. Dla mnie działa zasada domniemania niewinności i wierzę w to, że Inglot jest marką cruelty free. Maili z takimi zapytaniami dostają mnóstwo i myślę, że to normalne, że nie na wszystkie odpowiadają. 


Z czego Inglot jest znany? Chyba każda/-y z nas wie, że z fantastycznych możliwości personalizacji zestawów kosmetyków. Produkty sprzedawane są pojedynczo, można je dowolnie zestawiać w palety. Cienie Freedom System są znane ze swojej świetnej jakości i pigmentacji, dostępne w ogromnej ilości kolorów i wykończeń, podobnie pudry do konturowania. Wszystko to można spersonalizować i zamknąć w praktycznych kasetkach. Nie można nie wspomnieć o Duraline, produkcie absolutnie uniwersalnym, który pozwala dowolnie tworzyć eyelinery czy płynne pomadki z cieni i pigmentów. Ja uwielbiam dodawać kilka kropel do podkładu, dzięki temu staje się bardziej trwały i wodoodporny. Wg mnie matowe pomadki może nie są najmocniejszym punktem Inglot, ale wybór w butikach jest tak ogromny, że każdy znajdzie dla siebie coś fajnego. 

Kat von D - jeszcze niedostępna w Polsce (premiera 22.09.2017 w Sephora) i sama nie miałam okazji testować produktów tej marki, ale warto o niej wspomnieć. Kosmetyki są w 100% wegańskie, a firma jest zaangażowana w działania na rzecz praw zwierząt. Kat von D sama jest weganką i poprzez swoją markę promuje ten styl życia. Jestem bardzo ciekawa tego, co ma do zaproponowania i na pewno zaraz po premierze coś sobie sprawię :)

NYX - należy do Loreal - niestety, ale firma sama w sobie jest bezpieczna. W Polsce są dostępne w firmowych sklepach i w perfumeriach Douglas. Co osobiście mogę polecić z czystym sumieniem to pięknie pachnące pomadki Soft Matte Lip Cream, kolor London jest podobno najbardziej uniwersalnym nudziakiem na rynku i pasuje do każdej karnacji, dzięki czemu to jedna z najpopularniejszych pomadek na Instagramie. Jest to również firma bardziej przystępna cenowo, odpowiada mniej więcej naszemu polskiego Inglotowi.


Smashbox -  jeszcze kilka tygodni temu nie pisałabym o tej firmie, na moje szczęście nastąpił zwrot i marka wycofała się z Chin. Jeszcze w niedawnych czasach, kiedy moja świadomość nt. testów na zwierzętach była niewielka, bardzo lubiłam tę markę i byłam zdruzgotana, kiedy dowiedziałam się, że ich obecność w Chinach przyczynia się do cierpienia zwierząt , a ja już nic więcej od nich nie kupię. Zdaję sobie sprawę z tego, że po kilkuletniej obecności na rynku chińskim, może jeszcze nie do końca marka Smashbox zasługuje na status cruelty free, ale wydaje mi się, że taka decyzja jest warta odnotowania.


To, co ja bardzo lubię to nawilżający podkład Studio Skin, jak na produkt nawilżający jest naprawdę długotrwały. Świetnie sprawuje się na wrażliwej skórze, nie podrażnia, nie wysusza i nie zapycha. Lepszego nigdy nie miałam okazji testować, więc tym bardziej cieszę się z powrotu Smashbox na jasną stronę mocy :) Lubię też paletę nudziakowych cieni do powiek Full Exposure, zawiera 7 matowych i 7 połyskliwych, można z niej wyczarować makijaż na dzień i na wieczór. Jest bardzo uniwersalna i wyjątkowo wydajna. Z początku wydawało mi się, że cienie są twarde i słabo napigmentowane, ale to tylko wierzchnia warstwa sprawiała takie złudzenie, trzeba się przez nią przebić i wtedy cienie nakładają się i blendują jak marzenie. Marka jest własnością Estee Lauder, co dla wielu z Was, którzy nie uznają żadnych powiązań z nieetycznymi gigantami, może być przeszkodą .

Too Faced - należy do Estee Lauder jak wcześniej wspomniany Smashbox. Sam Too Faced jest marką czystą, nie testuje, nie zleca testów i nie jest dostępny w Chinach. Marka znana ze swoich cukierkowych, lekko kiczowatych opakowań, pachnących czekoladkami i brzoskwiniami paletek, a oprócz tego znane są opinie, że oferowana jakość jest bardzo nierówna. Część produktów ma być absolutnie genialna, a część mocno przereklamowana. 


Osobiście każdy produkt, z którym się zetknęłam jest warty każdej złotówki jaką na niego wydałam. Uwielbiam bardzo wydajną bazę pod cienie do powiek, świetnie podbija pigment, cienie fantastycznie się na niej rozcierają i trzymają w niezmienionej formie do momentu zmycia. Świetna paletka Sweet Peach, z której można wyczarować makijaż na każdą okazję, bronzer Milk Chocolate Soleil i pomada do brwi Bulletproof Brows to produkty, które również są moimi must have. A zachwalane w blogosferze czekoladki, to już produkty kultowe.

Urban Decay - należy do Loreal podobnie jak NYX, ale sama w sobie jest bezpieczna. Znana jest z kultowych paletek cieni do powiek Naked, z doświadczenia mogę potwierdzić, że te cienie są fantastyczne. Mocny pigment, blendują i trzymają się jak marzenie. Kosmetyki dostępne są w perfumeriach Sephora, do najtańszych nie należą, ale warte są swojej ceny.



Zoeva - znana głównie ze świetnej jakości pędzli w średnim przedziale cenowym, produkty Zoeva można dostać online w Minti Shop i Sephora. Ta niemiecka marka zaczynała od sprowadzania pędzli z Kanady, z czasem biznes tak się rozrósł, że wprowadziła na rynek własne akcesoria, a z czasem również kosmetyki. Zoeva słynie m. in. z paletek cieni do powiek, Cocoa Blend zdobyła chyba największe uznanie, nie tylko wśród blogerek, ale również makijażystów z całego świata. Kosmetyki i akcesoria tej marki nie są kosmicznie drogie, są raczej przystępne cenowo, co więcej stosunek jakości do ceny zdecydowanie wypada korzystnie. Ja upodobałam sobie wegański zestaw pędzli Bamboo Set, a także matowe pomadki Pure Velours Lips. Pędzle są mięciutkie, wyjątkowo przyjemne, pięknie i solidnie wykonane - to produkty luksusowe w cenie, która nie przyprawia o zawrót głowy. Przychodzą w zestawie z praktyczną tubą i kosmetyczką, które znacznie ułatwiają bezstresowy transport - wiadomo, że pędzle w takim opakowaniu się nie poodkształcają. Natomiast pomadki są wyjątkowo aksamitne i nie wysuszają ust, obok Soft Matte Lip Cream z NYX i Longstay z Golden Rose to moje ulubione matowe, płynne pomadki. Marka Zoeva prężnie się rozwija, ma spory asortyment akcesoriów i kosmetyków odpowiednich dla wegan. Każdy coś dla siebie znajdzie :)


Na koniec czarna owca w zestawieniu, która kilka dni temu sprawiła mi wielki zawód - Nars. Firma ogłosiła wejście na rynek chiński, czym mówiąc delikatnie bardzo mi zdenerwowała.  Rozumiem, że właściciel marki - Shiseido wymusił na Nars ten ruch, ponieważ trudno mi sobie wyobrazić, że firma, która aktywnie działa na rzecz rozwoju metod in vitro w testach kosmetycznych, nagle zapomina o swojej misji. Było kilka produktów, które lubiłam, niestety więcej ich nie kupię i polecać nie będę.

Tak się prezentuje lista makijażowych marek cruelty free, które lubię, używam i polecam. Są tutaj firmy z wysokiej półki, jak i te bardziej przystępne cenowo, a więc każdy znajdzie coś dla siebie. Jakie są Wasze ulubione firmy kosmetyczne nietestujące swoich produktów na zwierzętach?